Choć geneza Halloween ginie w odmętach historii, dość powszechnie przyjmuje się, że jego korzenie sięgają starożytności. Według najpopularniejszej teorii tradycja ta wzięła swe początki z celtyckich obchodów Samhain, podczas których żegnano lato i świętowano nadejście zimy. Dzień Samhein był szczególną porą, w której zacierała się granica pomiędzy światem żywych i umarłych, umożliwiając duchom wędrówkę w doczesnym świecie. Wraz z irlandzkimi imigrantami tradycja ta dotarła do Stanów Zjednoczonych, zaś masowa kultura spopularyzowała obchody Halloween w wielu krajach świata, także w Polsce, gdzie coraz więcej osób uczestniczy w balach i imprezach organizowanych z tej okazji.

W poszukiwaniu halloweenowych inspiracji dla naszych Klientów zespół Mixparty postanowił zbadać odludne zakątki bydgoskiego Śródmieścia. To, na co się tam natknęliśmy, przeszło nasze najśmielsze oczekiwania.

Już podczas podróży samochodem towarzyszyło nam uczucie, jakby ktoś obserwował nas z ukrycia. Czujnie rozglądając się wokół wnętrza pojazdu, szybko zlokalizowaliśmy źródło naszego niepokoju. Wystarczyło spojrzeć w lusterko, by przekonać się, czyje oczy śledziły nasze poczynania. Niebieskie tęczówki naszej nowej lalki wyglądały jak "żywe", toteż nie mogliśmy się powstrzymać, zatrzymaliśmy auto i zrobiliśmy jej zdjęcie. Ochrzczona Upiorną Zuzią czeka teraz na nowego właściciela.



Kolejnym przystankiem w naszych poszukiwaniach stał się niepozorny skrawek zieleni, który przy bliższych oględzinach został uznany za idealny plener kolejnego sezonu The Walking Dead. Podczas dokumentowania znaleziska przy pomocy naszych firmowych zombie, postanowiliśmy pójść o krok dalej i opróżniliśmy bagażnik z wszystkich części ciała, które tak pieczołowicie pakowaliśmy przed wyjazdem. Wkrótce zamiast prawdziwków i rydzów w poszyciu leśnym zaroiło się od naszych nowych produktów - nóg, rąk, a nawet całych korpusów. Wstrząśnięci realizmem ich wykonania, po zrobieniu zdjęć szybko zwinęliśmy "dekoracje", zanim zwróciliśmy uwagę stróżów prawa.



Prawdziwym testem dla naszej wyprawy stał się jednak nawiedzony dom. Nie wnikaliśmy, skąd wzięła się ta nazwa. Zdeterminowani, by dokończyć naszą misję, weszliśmy do środka. Nasz wzrok spoczął na ścianach, z których płatami odchodziła złuszczona, pożółkła farba. Nasze stopy ostrożnie omijały ostre kawałki cegieł i rozbite szkło. W tej przyprawiającej o dreszcze scenerii każdy cień wydawał się żyć własnym życiem. Wkrótce na ocalałym jakimś cudem wieszaku zawisły noże i piły, w zardzewiałej umywalce pojawiły się obcęgi, a zamiast kanarka w klatce zagościł szczur. W gruzowisku królowała Zuzia, zaś przed budynkiem dołki kopał zombie-grabarz.



Sesję zakończyliśmy przezornie przed zapadnięciem zmroku. Zmęczeni i pełni wrażeń wróciliśmy do biura. Gdy, wygłodniali, zajrzeliśmy do lodówki, tam czekała nas jeszcze jedna niespodzianka.



Pomimo podjętego ryzyka nasza wyprawa zrodziła owoce, które prezentujemy w niniejszej relacji. Klientom Mixparty życzymy udanej zabawy z dreszczykiem nie gorszym niż ten, który towarzyszył uczestnikom naszej eskapady.